Google translator a poziom tłumaczenia

Opublikowany
Komentarze Żadne

Od kilku lat zauważyć można ofensywę spółki Google na polu tłumaczeń, angielski poszedł na pierwszy rzut, jako język natywny kraju pochodzenia firmy, co wydaje się naturalne.

Zaczęto od tłumaczenia angielskiego


Firma na polu translacji poczyniła spory postęp, dużym nakładem środków i pracy programistów , angażując (inaczej mówiąc, wciągając) użytkowników – tłumaczy w tworzenie swojego narzędzia translacyjnego. Z jednej strony korzystasz – na razie – za darmo z całkiem sprawnego narzędzia CAT, a z drugiej strony, jak mawiał Tewje Mleczarz, możesz wysłać swoje poprawki i wersję tłumaczenia do Google – celem poprawienia narzędzia. Innymi słowy, jesteś darmowym pracownikiem-konsultantem firmy G i jeszcze się cieszysz z tego.
Sporo dokumentów, które trafiają do tłumacza angielskiego w Poznaniu, zdaje się pochodzić z edycji właśnie Google Translatorem. Co można generalnie o nich powiedzieć? Wracając na początek: G-translator jako pierwszym zajął się przekładem angielskiego, więc z tłumaczeniem na język angielski jest znacznie lepiej, niż, na przykład, na język polski. Ale nie zawsze. Kto nie zna języka zupełnie, całkowicie polegnie. Normalnie , znając język, wiemy z kontekstu, które słowa, zwroty i sformułowania są dobrze użyte.

Tłumacz korzysta z własnej wiedzy a potem z automatu


Nie umiejąc języka popełniamy błąd zawierzając w 100% automatowi, bo wyjdzie z tego sieczka. Żeby nie być gołosłownym: mieliśmy od klienta takie sformułowanie „and particular at the expiry of the fixed gear assembly” – nieco zmieniłem kontekst, aby treść tłumaczenia pozostała zatajona, jednak użyty zwrot ze słowem „expiry” zaintrygował nas powodując gwałtowne szukanie go w sieci i słownikach. Jednak – bezskuteczne.
tłumaczenia automatyczne z googlem
Co ma ważność, termin ważności do sprzętu w tym kontekście? Dopiero, gdy wyobraziłem sobie osobę piszącą „przez googla”, to zastanowiła mnie nieodparta myśl, że mogła ona pomylić znaczenia! I tak mamy:
- na końcu, pod koniec – terminu ważności „expiry”
- na końcu – końcówka sprzętu „ending” albo „end” albo „termination /terminal”. Widać sporą różnicę, prawda?
Czy internetowy translator poprawia jakość tłumaczeń?
Takie sytuacje powodują, że ogólna ocena wpływu narzędzi tłumaczeniowych wielkiego G na całościowy poziom merytoryczny („tłumaczyć każdy może”) jest raczej na minus. Na pewno większa dostępność „takiego czegoś” a’la klasyczny CAT za który kiedyś płaciło się krocie, pociąga za sobą poszerzenie się kręgu osób tłumaczących (albo raczej „przerzucaczy” językowych?) oraz zwiększenie tempa. Ale kosztem jakości?

Autor
Kategorie

Komentarze

Komentowanie zakończone dla tego artykułu.

← Starsze Nowsze →