Polsko-gżdaczowy tłumacz w szczecińskiej Filharmonii. Bromba.

Opublikowany
Komentarze Żadne

Znów premiera w szczecińskiej Filharmonii. Tym razem, bo filharmonicy już przyzwyczaili nas do zaskoczeń, baśń muzyczno-sceniczno-interaktywna na kanwie dobrze znanej średniemu pokoleniu opowieści (zaraz, zaraz, to był hit socjalistycznej Telewizji Polskiej! – powie ktoś – nie nudź mi o kanwie…) o Brombie, Fikandrze, Malwince czy Gżdaczach. Czy pamiętacie „Tajemnicę szyfru Marabuta?”. Ta opowieść jest kontynuacją bajki z lat osiemdziesiątych ubiegłego – tak, tak- stulecia – to nasza opowieść z dzieciństwa.

Spotkanie językowe bez tłumacza w Szczecinie


Okazuje się, że zetknięcie się dwóch wszechświatów i ich mieszkańców nie jest możliwe bez tłumacza, a raczej bez „bardzo przydatnego urządzonka” , przekładającego z gżdaczowego na polski i na odwrót. Pechowo dla przybyszów z innego wymiaru, nasz język polski zawiera za dużo szeleszczących i szumiących dźwięków, na których gżdacz translator wysiada nie dając im rady. Nie do wyobrażenia jest raczej próba przełożenia tekstu Wojtyszki na inny język – jaką cechę brzmieniową niemieckiego przykładowo wybrałby tłumacz, aby było śmiesznie?

Nauka polskiego szeleszczenia


Szczerze szczycę się szacunkiem Prztymucli i Gżdaczy – mówi Bromba, bohaterka bajki muzycznej „Bromba i muzyka” autorstwa Macieja Wojtyszki w reżyserii syna Macieja, aktora i reżysera Artura Wojtyszki na prośbę przybyszów z innego wszechświata. Bowiem stworki zapragnęły nauczyć się polskiego szeleszczenia! Ubaw z kalamburów i nieporozumień językowych trwa, dialogi są dowcipne bawiąc się językiem. Do słowa dajmy taniec i muzykę, synkretyzm kulturowy otrzymamy w pełni, połączenie tych trzech sztuk uznajmy za udane. Muzyka szczecińskiego kompozytora Piotra Mossa wykonana przez Orkiestrę Filharmonii jest zmienna i nietuzinkowa, wykorzystując szumienia i szeleszczenia oraz wciągając muzyków w akcję. Duzy plus.

Autor
Kategorie ,

Komentarze

Komentowanie zakończone dla tego artykułu.

← Starsze Nowsze →